Jacek Piechota. Refleksje. Wydanie I

Autor: Jacek Piechota
Rok: 1998
Tytuł: Refleksje
Uwagi: Debiut literacki
Wydawnictwo: Opta
ISBN ISBN 83-87253-10-3
Okładka: Okładka wydania I
Tekst: Poniżej

Jacek Piechota. Refleksje. Wydanie II

Autor: Jacek Piechota
Rok: 1999
Tytuł: Refleksje
Uwagi: Wydanie drugie
Wydawnictwo: Opta
ISBN ISBN 83-88054-00-7
Okładka: Okładka wydania II
Tekst: Poniżej

Jacek Piechota. Reflections – refleksje. Wydanie I dwujęzyczne

Autor: Jacek Piechota
Rok: 2001
Tytuł: Reflections – Refleksje
Uwagi: Pierwsze wydanie dwujęzyczne angielsko – polskie
Wydawnictwo: Opta
ISBN ISBN 83-88054-05-8
Okładka:
Tekst: Poniżej

Tekst wierszy

Twe oczy
Czarne
Przepastne
Ogromne.
Wszechświat
Zaklęty w źrenicach.
Na ich dnie
Gdzieś
Nieskończenie daleko
Błyszczą gwiazdy
Których kiedyś
Nie było.
Gdy mrugają
Zalotnie
Wtedy
Wiem
Że kochasz.
I że miłość
Może
Zapalać gwiazdy.

6.05.98
(wiersz odtworzony z pamięci –
oryginał prawdopodobnie zaginął)

Your eyes
Black
Abysmal
Immense.
The universe
Enclosed in your pupils.
In their depths
Somewhere
Infinitely distant
Shining stars
That once
Weren’t there.
When they twinkle
Coquettishly
Then
I know
That you love.
And that love
Can
Light up the stars.

6.05.98
(A poem reconstituted from memory,
an original has been probably lost.)

Album
Wspomnienia
Nic takiego.
Tylko ta samotna ławka na brzegu morza
Szarpana wichrem, smagana deszczem
Odsłaniająca wnętrze –
Drewno przeżarte pleśnią –
Przypominająca, że byliśmy tam kiedyś.
I tylko ten ledwie widoczny ślad warg
Na twoich zdjęciach.
To tylko
Album
Wspomnienia
To nic takiego.

22.05.98
(wiersz odtworzony z pamięci –
oryginał prawdopodobnie zaginął)

An album
Memories
Nothing much.
Just this lonely bench at the edge of the sea
Shaken by winds, lashed by rain
Revealing the inside –
Decaying wood –
Reminding that we were there once.
And only the faint trace of lips
On your pictures.
It’s just
An album
Memories
Nothing much.

22.05.98
(A poem reconstituted from memory,
an original has been probably lost.)

Ty nie chcesz
A ja nie mogę nic mówić.
Milczysz.
Nie zniosę dłużej tej ciszy.
Mów do mnie:
Zanim cisza zabije miłość.
Mów do mnie:
Zanim ogarnie mnie ciemność.
Powiedz coś wreszcie
Jeśli nie chcesz
Żeby następny odgłos
Był dźwiękiem
Pękającego serca.

27.05.98

You don’t want to
And I can’t say anything.
You are silent.
I can’t stand it anymore.
Speak to me:
Before silence kills love
Speak to me:
Before darkness engulfs me.
Say something at last
If you don’t want
The next sound to be
The sound
Of a heart breaking.

27.05.98

Na dnie mojej duszy
Jak w jądrze planety
Gorąca miłość
Wybuchająca czasami
Gejzerami wierszy.
A potem – na zewnątrz cisza
A w środku – szalejący płomień.
I tylko ten
Kto nieszczęśliwie kocha
Wie, że piekło może być
Ogniem płonącym wewnątrz.

27.05.98

At the bottom of my soul
Like in the core of a planet
Burning love
Sometimes exploding
In geysers of poetry.
And then – silence on the outside
But inside – a wild flame.
And only he
Who loves in sadness
Knows that hell can be
A fire burning from within.

27.05.98

Jestem mężczyzną
Silnym i twardym jak skała
Więc gdy powiedziałaś mi: żegnaj
Zadrżałem tylko.
A teraz
Boję się nocy
Bo wiem, że znów
Gdy wstanę
Ujrzę ślad łez na poduszkach.
Gdy rano wyschną
Znów będę
Silnym i twardym jak skała
Nikim.

7.06.98

I am a man
Strong and sturdy like a rock
When you told me: goodbye
I only shuddered.
But now
I’m afraid of the night
Because I know
That when I wake up
I’ll see the trace of tears on the pillows.
When morning dries them
I will again be
Strong and sturdy like a rock
Nobody.

7.06.98

Zwykły dzień
I nagle burza – odchodzisz.
Wiem, że mój świat dziś się kończy.
Proszę Cię: zostań.
Nie chcesz.
Odchodzisz.
Błagam Cię: wróć.
Nie wracasz.
Jesteś daleko.
Powiedz mi chociaż: dlaczego?
Przecież mnie kiedyś kochałaś?
Milczysz.
To już noc?
Nic tu po mnie.
Ja też odejdę w mrok –
wiecznego milczenia.

8.06.98

An ordinary day
And suddenly a storm – you leave.
I know that today my world is coming to an end.
I plead: stay.
You refuse.
You leave.
I beg you: come back.
You do not.
You are far away.
At least tell me: why?
You used to love me, didn’t you?
You say nothing.
Night already?
No use for me here.
I too will go away into the twilight –
of perennial silence.

8.06.98

Chciałbym być z Tobą
Nie mogę
Oddałem Ci duszę
Lecz ciało –
przykute łańcuchem słowa
danego innej przed Bogiem –
Zostało.
Dusza – jak szmata rozdarta
Ciało – już puste i martwe
I tylko serce szalone
Wciąż bije.
Ja wierzę, że kiedyś wybije
Godzinę spotkania
Więc – jeszcze żyję.

8.06.98

I’d like to be with you
I can’t
I’ve given you my soul
But my body –
chained by a promise
given to another before the face of God –
Stays.
My soul – ripped apart like a rag
My body – now hollow and deceased
And only my wild heart
Still beating.
I believe that someday it will sound out
The time of meeting
So – I live on.
8.06.98
  Córce

Ty wiesz
Że kiedyś umrzemy
A Ty zostaniesz.
Lecz nie bój się
Nie będziesz sama.
Daliśmy Ci przecież …
Nasze geny?
Nasze serca?
Nie.
Daliśmy Ci naszą miłość
Której jesteś owocem.
Gdy dojrzeje
Połącz ją z inną miłością
I przekaż ją dalej.

8.06.98

  To my daughter

You know
That one day, we will die
And you will stay.
But do not be afraid
You won’t be alone.
We’ve given you …
Our genes?
Our hearts?
No.
We’ve given you our love
You are it’s fruit.
When it ripens
Unite it with another
And pass it on.

8.06.98

Odeszłaś.
Zostały mi tylko
Samotne noce
Pełne milczenia.
Został mi również
Dom pusty, w którym
Nikt na mnie nie czeka.
I został mi jeszcze
Sznur zwisający z sufitu –
– nić Ariadny
Wskazująca drogę do Ciebie
Przez krainę wiecznego milczenia.

4.07.98

You’ve gone away.
All I have left is
Lonely nights
Filled with silence.
I also have
An empty home,
Where no one waits for me.
And this rope I have left
Hanging from the sealing –
– Ariadne’s thread
Showing the path to you
Through the land of eternal silence.

4.07.98

Gdy ujrzałem
Twe oczy ogromne, płonące
Usta spragnione
I ciało drżące
Wiedziałem, że będziesz moja
To była nagła choroba
Miłosna grypa
Sekswirus
Strzała Amora
Trzydniówka – chwil zapomnienia.
Gdy teraz znów widzę
Twe oczy ogromne, płonące
Usta spragnione
I ciało drżące
Wiem, że to przewlekła choroba
Miłosna lepra
Paskudny bakcyl
Zemsta Amora
Ćwierć wieku – chwil zapomnienia.
Czy na to naprawdę lekarstwa nie ma?

5.07.98

When I saw
Your huge eyes, aflame
Lips, thirsty
And your body shivering
I knew, that you will be mine
It was a sudden illness
A love flu
A sex-virus
Cupid’s arrow
Three days of oblivion.
Now, when I look again
At your huge eyes, aflame
Your lips, thirsty
And your body shivering
I know that it’s a lingering disease
Love leprosy
A nasty bacillus
Cupid’s revenge
Quarter of a century of oblivion.
Is there really no cure for this?

5.07.98

Jestem tylko
Maleńkim
Górskim kwiatuszkiem.
Rosnę
Na nagiej skale
W zimnie i deszczu
Szarpany wichrem.
Żyję tak krótko
Że nawet
Nie mam czasu
Na marzenia.
I wiem
Że niebawem zginę.
A jednak
Gdy w dzień chłonę
Nikłe promyki Słońca
I gdy nocą
Rozchylam koronę
Aby spojrzeć
W nieskończoność Wszechświata
Wierzę
Że kiedyś nadejdzie
Mój Mały Książę.
I wtedy
Moje korzenie
Kruszą granit.

19.07.98

I am just
A little
Mountain flower
I grow
On nothing but rock
In the rain and cold
Pulled and pushed by the wind
My life is so short
That I have
No time
To dream.
I know
That I’ll die before long.
But still
When in the day
I absorb those few rays of sunlight
And at night, when I
Unfold my crown
To gaze at
The infiniteness of the universe
I believe
I’ll soon see
My Little Prince.
That’s when
My roots
Crush granite.

19.07.98

Jestem rośliną/człowiekiem
Bożym chwastem
Zwykle nikomu niepotrzebnym.
A jednak
Wyciągam głowę
Ku Słońcu/Bogu
Aby otrzymać
Życie/Zbawienie.
Dumnie
Bo mimo
Że jestem nikim
Jestem przecież Kimś
Niezbędnym
Na Ziemi/W Bożym dziele.

19.07.98

I’m a plant/human
One of God’s weeds
Usually quite useless.
But I do
Extend my head
Towards the Sun/God
To receive
Life/Salvation.
Proudly
Despite being
Nobody
Because I am someone
Inevitable
On Earth/In God’s work.

19.07.98

Człowieku
Ty, który
Kochasz przyrodę:
Widzisz przelatujące ptaki.
Słyszysz brzęczenie owadów.
Czujesz zapach konwalii.
Czy widzisz też
Siny dym nad łąką?
Czy słyszysz
Przedśmiertny krzyk
Umierających stworzeń?
Czy czujesz ból
Źdźbeł trawy
Miażdżonych ludzką stopą?
Boże
Ty, który
Kochasz człowieka:
Patrzysz na Nas.
Czy widzisz wszystko?
Czy miłość zawsze jest ślepa?

22.07.98

Man
You, who
Loves nature:
You see birds flying by.
You hear insects buzzing.
You sense the smell of lilies.
Do you see the thick smoke
Above the meadow?
Can you hear the
Death cries of creatures?
Do you feel the pain
Of blades of grass
Being crushed by human feet?
God
You, who
Loves man:
You look at us.
Do you see everything?
Is love always blind?

22.07.98

Chciałem być
Kapitanem okrętu
Pływać po morzach i oceanach
Wydawać rozkazy
Dokąd płynąć
Gdzie zarzucić kotwicę
Rozwijać żagle
Walczyć z burzami.
Być tym
Który na mostku
Pierwszy oznajmia
Na horyzoncie – ziemia.
Salutować tłumom
Gdy okręt w pełnej gali
Wpływa do portu.
Być panem życia i śmierci
Swojej załogi.
Pierwszym po Bogu
Który ostatni
Schodzi z pokładu
Kiedy nadejdzie
Czarna godzina.
Lecz
Gdy odeszła Ta
Którą kochałem
Zobaczyłem
Jak trudno być
Kapitanem
Okrętu
Samego siebie
Płynącego
Po morzu życia.

25.07.98

I wanted to be
The captain of a ship
Sailing on seas and oceans
Giving out orders
Where to head
When to throw the anchor
Roll out sails
Fight the storms.
To be the first
Who stands on the deck
And calls out
Land – on the horizon.
Saluting the crowds
When our gallant ship
Enters the docks.
To have the lives
Of the crew in my hands.
First after God
Last to abandon ship
When the time comes
But
When the one I loved
Left had left
I saw
How difficult it is
To be captain
Of the ship
Of one’s self
Sailing
Across the sea of life.

25.07.98

Na skrzyżowaniu nieskończoności
Świata atomów i Kosmosu
Stoi bezradny człowiek
Trzymany za rękę przez Matkę-Ziemię.
Dukający pierwszą literę
Kosmicznego alfabetu: E=mc2.
Był już na swoim pierwszym spacerze
W księżycowym parku.
Teraz chciałby zwiedzić świat cały:
Miasta – gwiazdy
Państwa – galaktyki.
Lecz najpierw – kosmiczna szkoła.
Pała z kosmicznej etyki.
Nauczyciel?
Mały, zielony człowiek.

27.07.98

At the crossing of infinity
The world of atoms and the cosmos
Stands a helpless man
His hand held by Mother-Earth.
Stuttering the first letter
Of the cosmic alphabet: E = mc².
He’s already been on his first walk
In the lunar park.
Now he’d like to see the whole world:
City – stars
Country – galaxies.
But first – a cosmic school.
A fail in cosmic ethics.
The teacher?
A little, green man.

27.07.98

Jesteśmy razem
Tak długo –
A jakby oddzielnie.
Lecz wciąż pamiętam
Pieszczotę Twoich włosów
Które nie zdążyły jeszcze
Wyschnąć na wietrze.
Pamiętam mech leśny
Który udzielał schronienia
Naszym głowom.
Pamiętam pierwsze pocałunki.
Pamiętam też słowa
Które chciałem Ci wtedy powiedzieć.
Dusza śpiewała.
Usta milczały.
Z czasem
Dusza zamilkła.
Zostały tylko
Namiętne, szalone
Nigdy nie wypowiedziane słowa.
Czy można
Powiedzieć je dzisiaj?
Czy można
Obudzić uśpioną duszę?
I spod popiołów
Smutnych doświadczeń
Odgrzebać i rozniecić na nowo
Tamten płomień?
Jesteśmy razem
Tak długo.
Czy potrafimy
Być znowu razem?

27.07.98

We’re together
For so long –
But somehow apart.
I still remember
The soft touch of your hair
Not dried yet
In the wind.
I remember the woods moss
On which we laid our
Heads to shelter.
I remember the first kisses.
I also remember words
That I wanted to say to you.
My soul was singing.
My lips were silent.
With time
My soul silenced itself.
Only wild, passionate,
Unspoken words were left.
Can they be spoken today?
Can a sleeping soul be awoken?
And unearthed from the ashes
Can that fire
Be inflamed again?
We’ve been together
For so long.
Can we be
Together again?

27.07.98

Mówiłem Ci słowa
Cierpkie
Jak owoc tarniny.
Słowa
Złe i niepotrzebne.
Wracałem
Późną nocą
Bóg wie skąd
Bez pocałunku
Na powitanie.
Widywałem często
Łzy smutku
W Twoich oczach.
Walczyłem.
Raniłem serce.
Nie wiedziałem
Jaki zadaję Ci ból
Dopóki
Nie poczułem
Że tak naprawdę
Na pobojowisku
Jest tylko
Jedna
Nasza
Zraniona
Dusza.

27.07.97

I told you words
Harsh
Like black thorn fruit.
Words
Wrong and unnecessary.
I came home
Late at night
God knows where from
Without a kiss
To greet you.
I often saw
Tears of sadness
In your eyes.
I fought.
I hurt your heart.
I didn’t know of
The pain I’m inflicting
Until
I realized
That out in the battlefield
There’s only
One
Our own
Wounded
Soul.

27.07.97

Gdy byłem młody
Myślałem, że życie
To spirala rozwoju
Po której człowiek
Stale pnie się w górę.
W wieku średnim
Zobaczyłem, że człowiek
Zaprzęgnięty do kieratu życia
Kręci się w kółko bez sensu
I czasem pada pod jego ciosami.
Teraz, gdy jestem już stary
Sądzę, że życie
To tylko taka piekielna maszynka
Do przemielenia ludzkiego mięsa
I oddzielenia
Tych anielsko miękkich
I grzesznych charakterów
Przeznaczonych
Na diabelskie kotlety
Od tych diabelnie twardych
I świętych
Wyrzucanych do … nieba.

27.07.98

When I was young
I thought that life
Is a spiral of growth
For man to
Climb up on.
At middle age
I saw, that we are
Tied to the harness of life
Circling nonsensically
Falling occasionally under its blows.
Now, when I’ve become old
I think, that life
Is just a hellish machine
Used for grinding human meat
And separating
Those heavenly soft
Sinful characters
Intended for
Devils’ cutlets
From those terribly hard
And holy
Thrown out … into heaven.

27.07.98

Gdy
Syn człowieczy
Stał na progu śmierci.
Wiedział
Że wyrokiem Boga
Musi za nas umrzeć
Aby odkupić świat.
Że jego cierpienie
Nie pójdzie na marne.
Że zmartwychwstanie
I będzie żył wiecznie.
Tysiące synów ludzkich
Staje codziennie
Na progu śmierci
I pije swój
Kielich goryczy.
Dlaczego
Nic im nie mówisz
Boże?

15.08.98

When
The son of a man
Stood at the door of death.
He knew
That it is God’s will
For him to die
To redeem the world.
That his pain
Will serve a cause.
That he will rise
And live eternally.
Thousands of sons of man
Stand everyday
To face death
Drink their cup of sorrow
Why don’t you tell them anything
God?

15.08.98

Po morzach i oceanach
Pływa statek-widmo.
Nikt nie wie
Skąd przybywa
I dokąd dąży.
Pojawia się nagle
Krąży to tu to tam
I znika nagle we mgle.
I tylko w ludzkich sercach
Pozostawia niepokój
I strach przed niewiadomym.
Człowiek
Pojawia się na morzu życia
Jak statek-widmo.
Miota się to tu to tam.
Gdy staje na progu śmierci
W jego sercu czai się niepokój
I strach przed wielką niewiadomą.
Potem nagle znika.
Pozostaje po nim
Ślad w ludzkiej pamięci
Krótkotrwały
Jak ślad na wodzie
Po przepływającym
Okręcie-widmie.

15.08.98

Across seas and oceans
Sails a phantom ship.
Nobody knows
Where it comes from
Or where it’s heading.
It appears abruptly
Circles here and there
Then disappears suddenly in the fog.
Leaving unrest
And fear of the unknown
In people’s hearts.
Man
Appears on the sea of life
Like a phantom ship.
Throws himself about
Here and there.
When he stares in the face of death
Restlessness troubles his heart
And fear of the great unknown.
Then suddenly he disappears.
Leaving a trace
In human memory
Brief
Like the wake
Left by a passing
Phantom ship.

15.08.98

Czasami
W księżycową noc
Staję w oknie
Rozwijam skrzydła
I wylatuję
Na poszukiwanie
Świeżej krwi.
Z góry widzę:
Pijaków
Palaczy
Narkomanów
Dziewczęta zarażone AIDS
Pacjentów
Z żółtaczką wszczepienną
Ludzi zatrutych
Pestycydami
Smogiem
Wodą
Środkami nasennymi
Stresem.
Spotykam tych
Tuż przed zawałem
Ze złogami
Ohydnego tłuszczu w żyłach.
Małe dzieciny
Karmione mlekiem
Których krew
Już jest
Śmiertelną trucizną.
Widzę jak młode wampiry
Wiedzione głodem
Obsiadły pobliski
Bank krwi.
Ja
Wampir starej daty
Coraz częściej
Kołuję nad miastem
Bezradnie.
Coraz częściej
Wracam
Do domu
Głodny.

25.08.98

Sometimes
On a moonlit night
I stand in my window
I spread my wings
And fly out
To look for
Fresh blood.
From above I see:
Drunkards
Smokers
Drug addicts
Girls infected with AIDS
Patients
With jaundice
People poisoned with
Pesticides
Smog
Water
Sleeping pills
Stress.
I meet thosev
Just before a stroke
With clots
Of disgusting fat in their veins.
Little babies
Fed milk
Whose blood
Is already
A deadly poison.
I see young vampires
Lead by craving
Crowding a nearby
Blood bank.
I
An old fashioned vampire
More often
Circle above the city
Helplessly.
More and more often
I come home
Hungry.

25.08.98

Śnił mi się sen.
W rajskim
Ogrodzie Eden
Stał
Młyn do odpadów
Żarna do mielenia
Nikomu niepotrzebnych
Śmieci.
Przepuszczony
Przez żarna życia
Nieubłaganie miażdżące
I wypluwające
Miliony ludzkich istnień
Nikomu niepotrzebny
Odpad – Człowiek
Został wyrzucony
Na Ziemię.
Jego śmiertelne
Rozkładające się ciało
Stworzyło próchnicę
Na której wyrosła
Boża siejba.
Owoce –
ludzkie dusze –
Byłyby takie
Dorodne
Wspaniałe i piękne
Gdyby nie te
Diabelne robaki
Toczące je od środka.

30.08.98

I dreamt a dream.
In the paradise garden of Eden
Stood
A mill for refuse
A processor for grinding
Useless trash.
Passed through
The mill of life
Mercilessly crushing
And spitting out
Millions of human beings
A piece of refuse of
No use to anyone – Man
Is thrown onto
The Earth.
His mortal
Decaying body
Created the soil
On which
God’s crop sprouted.
The fruits –
human souls –
Would be so
Magnificent and gorgeous
If not for
The diabolical maggots
Eating them from the inside.

30.08.98

Śnił mi się sen.
Straszny.
Człowiek
Przed sądem natury.
Krzyk
Ginącego świata.
Ból
Umierającej Ziemi.
Lęk
Przed totalnym
Unicestwieniem.
Trwoga konania
Milionów
Przedwcześnie odchodzących
Stworzeń.
Ziemia
Zamieniona przez ludzi
W jedną wielką –
Świątynię Zagłady.
Skazany
Na wieczny krzyk
Umarły
Wędruję
Z innymi trupami
I wszędzie
Z mocą
Jerychońskich trąb
Wołam:
Że ludzie
Że świat
Że cierpi
Że umiera
Że trzeba …
Jedźmy.
Nikt nie słucha.

30.08.98

I dreamt a dream.
A horrible one.
Man
In nature’s court.
The scream
Of a perishing world.
The pain
Of a dying Earth.
Fear
Of total
Annihilation.
The mortal fright
Of millions
Of creatures
Prematurely passing away.
Earth
Transformed by people
Into one, great –
Temple of Doom.
Condemned
To eternal screaming
Dead
I wander
With the other corpses
And everywhere I go
With the power of
The horns of Jericho
I yell:
That people
That the world
That it’s suffering
That it’s dying
That we must …
Let’s ride
No one is listening.

30.08.98

Gdy
Późną nocą
Przykładam lufę
Do skroni
Myślę
Że gdyby znalazło się
Dziesięć osób
W oczach których
Zabłysłaby łza
Na wieść o mojej śmierci
Nie pociągnąłbym
Za spust.
No niechby choć pięć?
Cztery?
Chociaż dwie?
Już wiem
Że tylko Ty.
Gdy budzę się rano
Marzę
Żeby to była
Prawda.

10.09.98

When
Late at night
I put the barrel
To my temple
I think
That if I were to find
Ten people
Whose eyes would glint
With a single teardrop
At the news of my death
I wouldn’t pull
The trigger.
Well maybe at least five?
Four?
At least two?
I know already
There’s just you.
When I wake up
I wish
For this to be true.

10.09.98

Gdy późną nocą
Grasz na pianinie
Siedzę w fotelu
I słucham.
W mdłym blasku latarń
Wpadającym przez okno
Widzę
Gromadzące się cienie –
– duchy muzyków.
Mówią
Że gdy trafi się ktoś
Kto zagra
Jak On – Mistrz – W.A.M*
Wtedy Bóg
Zatrzyma czas.
A potem stworzy
Nowy świat.
Najpierw
Oddzieli dźwięk od ciszy
A potem rzeknie:
Niech się stanie muzyka.

25.09.98
*Wolfgang Amadeusz Mozart

When late at night
You play the piano
I sit in my chair
And listen.
In the faint glow of the street lamps
That shines through the window
I see
Shadows gathering –
– the ghosts of musicians.
They say
That when someone plays
Like He did – the Master – W.A.M.*
Then God
Will stop time.
And afterwards
Create a new world.
First
He’ll separate sound from silence
And then he will command:
Let there be music.

25.09.98
*Wolfgang Amadeusz Mozart

Rankiem
W hałaśliwym tłumie
W wielkomiejskim zgiełku
W łoskocie samochodów
Ja – człowiek sukcesu
Jadę do biura.
Spokojny, pewny.
Czuję siłę swojego portfela.
Po południu
Obiad u K.
Golf
Basen
Siłownia
Tenis.
Wieczorem
Teatr
Dziewczyny łatwe i piękne
Samochody, konie, kasyno.
I tylko Księżyc
Wie
Że nocą
Piję samotnie
Żeby zapomnieć
O łzach w oczach
Starca –
– grzebiącego
W śmietniku.

28.09.98

Mornings
Through the noisy crowd
The big city hubbub
Roaring cars
I – a man of success
Drive to my office.
Calm, confident.
I feel the strength of my wallet.
In the afternoon
Dinner at K.’s
Golf
Swim
Gym
Tennis.
In the evening
Theatre
Girls, easy and beautiful
Cars, horse races, casino.
And only the Moon
Knows
That at night
Alone, I drink
To forget
About the tears in the eyes of
An old man –
– digging
In a trash can.

28.09.98

I cóż powiemy gwiazdom
Gdy nad Ziemią
Pojawi się błysk
Jaśniejszy niż tysiąc słońc?
Że ludziom zabrakło wiary?
I cóż powiemy Księżycowi
Któremu przyjdzie świecić
Nad martwą pustynią?
Ze ludziom zabrakło serca?
I cóż powiemy Słońcu?
Że godzina zagłady nadeszła
Ponieważ przy guzikach wyrzutni
Zabrakło dwóch sprawiedliwych?
I cóż powiemy Bogu
Kiedy nadejdzie godzina sądu?
Że teraz już wiemy
Że świat pozbawiony miłości
Nie może istnieć?
A jeśli Bóg odpowie
Że On już nie wierzy
W Człowieka?

11.10.98

What will we tell the stars
When a flash
Brighter than a thousand suns
Appears above the Earth?
That people lost faith?
And what will we tell the Moon
When it shines
On a lifeless desert?
That people lacked heart?
And what will we tell the Sun?
That it’s time for extermination
Because we were short of
Two righteous people to
Operate the launch sequence?
And what will we tell God
When judgement day comes?
That we know now
That a world rid of love
Cannot exist?
And what if God answers
That He doesn’t believe in
Man anymore?

11.10.98

Niebawem może
Nadejść dzień
Gdy nad światem
Pojawi się blask
Jaśniejszy niż Słońce.
Gdy za późno już będzie
By dostrzec
Bożą rękę wyciągniętą
W kierunku człowieka.
Gdy żywioły cztery
Oddane w ręce Szatana
Rozpętają swą moc
W dzień Apokalipsy.
Aby zbudować schron
Nie trzeba betonu.
Wystarczy płaszcz
Codziennej modlitwy.
Uśmiech na twarzy dziecka
Że dziś jesteś trzeźwy.
Łza uroniona
Nad niedolą bliźnich
Która w godzinie sądu
Zaświadczy
Że jednak
Byłeś Człowiekiem.
12.10.98
There may soon
Come a day
When a light
Brighter than the Sun
Will appear above the world
When it will already be too late
To perceive
God’s hand stretched out
Towards Man.
When the four elements
Given in Satan’s grasp
Will release their full force
On the day of the Apocalypse.
To build a shelter
You don’t need concrete.
Just a cloak of
A daily prayer.
A smile on the face of a child
That you’re sober today.
A tear shed
For your fellow man’s adversity
Which, when your time comes,
Will prove
That you
Were human.

12.10.98

Mijają
Dni
Miesiące
Lata
A my wciąż
Jesteśmy razem
Powiązani
Wspólną przeszłością
Gordyjskim
Małżeńskim węzłem
Oplątani – miłością
Nierozłączni
Jak bracia syjamscy
Połączeni – sercem.

30.10.98

Days
Months
Years
Go by
And we’re still
Together
Tied
By a mutual past
A Gordian
Matrimonial bond
Tangled in love
Inseparable
Like Siamese twins
Connected – at the heart.

30.10.98

Nie wiem
Ile w życiu przeszedłeś.
Może Twe serce z kamienia.
Może w nim nie ma litości.
A jeśli
Jak stal zbyt hartowana
Pęknie za wcześnie
Bo w nim zabrakło miłości?
Popatrz
Wiosna nadeszła.
Na skałach kwitną pierwiosnki.
Świat się do życia budzi.
Obudź się z nim – do miłości.

30.10.98

I don’t know
How much you’ve gone through in your life.
Maybe your heart is a rock.
Maybe it feels no mercy.
But what if
Like steel overly tempered
It breaks early
Because there was no love in it?
Look
It is springtime.
Primroses are blooming.
The world is coming to life.
Wake along with it – to love.

30.10.98

Czymże jest człowiek
Jeśli nie Bożym tchnieniem
Obleczonym w ciało?
Cząstką nieskończoności
Której dodano
Umysł, serce i zmysły?
Czymże jest dusza
Jeśli nie iskrą Bożą
Która – rzucona w surową glinę –
Powinna utworzyć
Szlachetną porcelanę
Brzmiącą subtelnym dźwiękiem
Miłości, sztuki, muzyki, piękna?
Która tak często –
Wypalana w piekle
Szarego codziennego życia
– Pęka.

6.11.98

What is a man
If not a God’s breath
Wrapped in a body?
A part of infinity
Given
A mind, a heart, and senses?
What is a soul
If not a God’s spark
Which – thrown onto raw clay –
Ought to create
Fine porcelain
Sounding with a subtle ring
Of love, art, music, and beauty?
Which burned in the hell
Of everyday life
So often
– Breaks

6.11.98

To tylko
Zwykły dzień
Beznadziejny jak inne.
I Ty
Znana od lat
Taka
Szara
Codzienna.
I nagle
Gdzieś w piersi
Drgnięcie
A potem
Oszalały rytm serca
Wybijającego
Twoje imię.
Pytasz mnie wzrokiem
Czy coś się stało?
Nie wiem.
To tylko
Ta, która nigdy nie wraca –
Wróciła
I tylko –
Znów jesteś dla mnie
– Najważniejsza.

17.11.98

It’s just
An ordinary day
Hopeless like the others.
And you
Known to me for years
So
Grey
Everyday.
And suddenly
In my chest
A throb
And then
My heart beating wildly
Beating out
Your name.
You look at me questioningly
Has something happened?
I don’t know.
It’s only her,
She that never returns –
She came back
And again –
You
Are most important to me.

17.11.98

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *