Był wczesny zimowy wieczór. Siedziałem w piżamie przy komputerze. Przeglądałem portale informacyjne w poszukiwaniu ciekawych informacji.
Nagle, kątem lewego oka, dostrzegłem ruch w polu widzenia. Zdziwiłem się. Byłem sam w mieszkaniu, wszystko było pozamykane. Było tak cicho, że usłyszałbym odgłosy włamania albo kroki w przedpokoju. Zamknąłem oczy, potrząsnąłem głową i otwarłem oczy ponownie. Zamarłem. W pokoju, przy moim biurku stał diabeł. Pomyślałem sobie, że albo właśnie diabli biorą mój ateizm albo muszę znaleźć dobrego psychiatrę. Byłem skłonny przyjąć raczej to drugie, więc spokojnie czekałem na to co będzie dalej. Diabeł milczał. Był wysoki i elegancki. Miał błyszczące kopyta, równiutko przystrzyżoną sierść, podpiłowane rogi i piękne, czerwone, żarzące się ślepia, którymi wpatrywał się we mnie. W pokoju unosił się ledwie wyczuwalny zapach piżma z niewielką domieszką siarki. Nie miałem wątpliwości, że był to upadły anioł wysokiej rangi.
– W końcu wizja jeszcze człowiekowi nigdy nie zrobiła żadnej krzywdy. – pomyślałem, a potem spokojnym, choć nieco drżącym głosem zapytałem:
– Po co przychodzisz, diable?
– Przychodzę zaproponować ci podpisanie cyrografu – odpowiedział.
– Nie podpiszę żadnego cyrografu. Co możesz mi zaoferować w zamian za moją duszę? Pieniądze? Kobiety? Trzeba było przyjść 40 lat temu. Teraz jestem na emeryturze, starcza mi do pierwszego, więc kasa mnie nie interesuje. Kobiety też już nie za bardzo. Te młode i piękne już na mnie nie polecą, a starych i brzydkich nie chcę.
Diabeł spokojnie słuchał, a ja ciągnąłem dalej:
– Poza tym po co ci moja dusza? Księga Apokalipsy mówi, że na koniec czasów diabły zostaną wrzucone do jeziora ognia na wieczna mękę. Mam ci tam towarzyszyć? Mam z tobą iść do piekła? W zamian za kasę i trochę przyjemności? Oszalałeś, diable?
– Nie przychodzę oferować ci miejsca w piekle, ale miejsce w niebie – odpowiedział spokojnie diabeł.
Zakrztusiłem się śliną z wrażenia.
– Jak to miejsce w niebie? Czyż to nie sam Bóg po procesie osądza duszę i kieruje ją do nieba, czyśćca albo do piekła?
– Oczywiście, że tak, ale to ja jestem Bożym prokuratorem. Jedynym aniołem, który ma prawo czytać i analizować księgę dobrych i złych uczynków i sporządzać raporty dla Boga. A ponieważ jestem diabłem, mogę raporty fałszować, wymazując złe uczynki i dopisując dobre.
– A Bóg nie zauważy oszustwa?
– Skądże. Bóg jest z natury dobry, więc nie przyjdzie mu do głowy, że jakiś anioł z jego służb, zwłaszcza funkcyjny, mógłby uczynić coś złego. Poza tym właśnie realizuje jakiś nowy, duży projekt stwórczy i nie ma głowy do innych spraw.
– Przecież Bóg jest wszechwiedzący?
– Tak. Ale jeśli Bóg jest wszechwiedzący to wolna wola ludzi jest jedynie iluzją skoro Bóg i tak wie co wybierzesz i świat staje się jedynie trójwymiarowym filmem na płycie DVD. Dlatego Bóg wyłączył wszechwiedzę. Przynajmniej na jakiś czas.
– Ale przecież jesteś upadłym aniołem, który zbuntował się przeciwko Bogu?
– To tylko biblijna propaganda. Bóg lubi słuchać muzyki. Gdy byłem młodym aniołem i przypadła moja kolej na obowiązkowy dyżur muzyczny, chciałem Bogu zrobić niespodziankę i zamiast chóru aniołów ściągnąłem diabelską kapelę. Dostałem takiego kopa – skrzywił się i potarł owłosiony pośladek – że spadłem na Ziemię jak błyskawica. Właśnie wtedy mnie oświeciło i wymyśliłem swój plan. Reszta to bajki.
O mało się nie roześmiałem, więc szybko powiedziałem:
– Jeśli dobrze rozumiem, to gdy podpiszę ten cyrograf, ty zapewnisz mi miejsce w niebie? I to bez żadnego nawracania, modlenia i innego zawracania głowy?
– Właśnie tak.
– Ja pójdę do nieba. A jaki ty masz w tym interes, diable?
– Ja będę miał swojego człowieka w niebie, który będzie miał dług wdzięczności i będzie musiał mnie słuchać.
– A co ja, sam jeden, będę mógł zrobić w niebie? Nie będę przecież miał na nic wpływu.
– Sam jeden? Chyba żartujesz. Na 7 miliardów ludzi, którym zaproponowałem podpisanie cyrografu, nikt nie odmówił. Wszyscy w niebie są albo będą moimi ludźmi.
– Po co ci tyle dusz w niebie? Chcesz wywołać jakaś rewolucję? Bunt? Powstanie?
– Nic z tych rzeczy. Gdy Bóg zobaczy, że nie ma kandydatów do piekła będzie sądził, że diabły nie są takie złe, nie demoralizują ludzi aż tak bardzo i pozwoli na złagodzenie warunków w piekle. Powoła komisję do tego celu spośród aniołów, a ponieważ to wszystko moi ludzie, a właściwie moje dusze, zadbają, żeby zamienić piekło w raj dla diabłów.
– Sprytnie – odpowiedziałem. – Ale martwi mnie jedno. Czy naprawdę wśród miliardów ludzi nie znalazł się nikt, kto odmówił podpisania cyrografu?
Diabeł machnął lekceważąco ogonem. – Było kilku opornych, kandydatów na świętych. Powiedziałem im, że zamienię ich dobre uczynki na złe i wsadzę ich do piekła, które jest rajem dla diabłów. Wszyscy natychmiast podpisali cyrograf. Chyba nie byli aż tak święci. Ale w końcu nic złego nie zrobili. Trafili tam, gdzie pierwotnie mieli trafić, ale teraz są mi wdzięczni.
– Nie podoba mi się to. Co ja będę robił w niebie? Nudno, grzeszyć nie można. – zaprotestowałem.
Diabeł ożywił się. – To nic nie wiesz? Każdy dobry człowiek, który dostanie się do nieba, będzie miał prawo zaprogramować dla siebie własny świat równoległy. Bóg sądzi, że dobrzy ludzie zaprogramują światy dobre dla nich i innych ludzi. A tymczasem źli ludzie zaprogramują światy, które będą dobre dla nich i piekłem dla reszty.
– I w ten sposób zamiast siedmiu miliardów rajów będzie siedem miliardów piekieł, a zamiast jedynego piekła raj. – uzupełniłem.
– I ja będę rządził tym wszystkim. I każdemu z siedmiu miliardów ludzi w siedmiu miliardach piekieł dam do podpisania taki sam cyrograf. Czy teraz podpiszesz?
– Jasne, że tak. Ale odpowiedz mi na jeszcze jedno pytanie: co właściwie robi Bóg? Szykuje coś nowego dla ludzi?
– Nie. Bóg sprawdza, czy jest w stanie stworzyć taki kamień, którego nie będzie w stanie podnieść.
– Myślisz, że mu się uda?
– Jest wszechmocny, więc tak. Ale zajmie mu to wieczność, a my w tym czasie mamy go z głowy. A władzę nad światem, na czas do zakończenia projektu, przekazał mnie. No, ale dość już tych pytań – powiedział nieco zniecierpliwiony.
Diabeł wyciągnął cyrograf i rozpostarł go. Pergamin pobłyskiwał złotawo, a na nim widniał piękny, równo zapisany ręcznym, drobnym pismem tekst.
– Podpiszesz kwalifikowanym podpisem elektronicznym czy tradycyjnie, ręcznie?
– Wolę klasyczny sposób.
Diabeł podał mi sterylny nakłuwacz, taki jak do glukometru oraz gęsie pióro z kapilarą. Nakłułem palec. Umoczyłem pióro we krwi i podpisałem.
Diabeł posypał pergamin piaskiem, a potem zdmuchnął piasek na podłogę. Z ozdobnej skrzyneczki wyciągnął lakownicę i pieczęć i przypieczętował dokument. Następnie starannie zwinął pergamin, a potem przewiązał go wyciągniętą gdzieś z zanadrza złotą wstążką. Potem uśmiechnął się jakoś tak dziwnie i zniknął.
Wtedy nagle przyszło mi do głowy, że przecież nie przeczytałem cyrografu przed podpisaniem.
Poczułem jak strużka lodowatego potu spływa mi wzdłuż kręgosłupa.
5 kwietnia 2019

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *